Ładowanie

Emonimalizm, matematyka i życie z epilepsją. Niezwykła historia Macieja Korżela

W świecie, gdzie nauki ścisłe często przeciwstawia się artystycznej duszy, Maciej Korżel udowadnia, że te dwa uniwersy nie tylko mogą współistnieć, ale wzajemnie się dopełniać. Nauczyciel matematyki, pasjonat astronomii i twórca nurtu „emonimalizmu”, od lat mierzy się z postępującą utratą pamięci wywołaną epilepsją. W szczerej rozmowie z Przemysławem Szczygłem z Pracowni Latarnik opowiada o tym, jak kreatywność pomaga oswoić trudne emocje i dlaczego matematyka jest dla umysłu tym, czym joga dla ciała.


Przemysław Szczygieł: Jesteś nauczycielem matematyki, artystą, człowiekiem wielu pasji. Jak sam opisałbyś siebie naszym czytelnikom?

Maciej Korżel: Biorąc pod uwagę temat naszej rozmowy, jestem przede wszystkim człowiekiem w kryzysie psychicznym, który ma szczerą intencję z niego wyjść, choć nie jest to łatwe. Jestem też osobą niepełnosprawną. Od 30 lat choruję na epilepsję. Moim największym wyzwaniem jest postępująca utrata pamięci, która mocno kłóci się z moją pasją i pracą zawodową, czyli nauczaniem matematyki. Musiałem stopniowo obniżać poziom nauczania i liczbę godzin pracy, ponieważ zbyt duże obciążenie intelektualne skutkowało atakami.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z nauczaniem?

Pomysł zrodził się już w liceum. Brałem udział w konkursach matematycznych i często pomagałem znajomym, tłumacząc im trudne zagadnienia w zrozumiały sposób. Wybór studiów matematycznych był jednak podyktowany pragmatyzmem. Chciałem uniknąć obowiązkowej służby wojskowej, a na wymarzoną astronomię było się wówczas bardzo trudno dostać.

Wspomniałeś o astronomii. Czy wciąż Cię ona pasjonuje?

Bardziej niż obserwacje nieba interesuje mnie aspekt fizyczny i filozoficzny kosmosu. Zastanawiam się nad ogromem wszechświata, jego ewentualną nieskończonością czy teoriami dotyczącymi jego wirowania. To poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, o co w tym wszystkim chodzi, jest dla mnie niezwykle wciągające.

Wróćmy do matematyki. Często postrzega się ją jako dziedzinę czysto analityczną, przeciwstawną twórczości. Ty masz inne zdanie.

Absolutnie tak. Matematyka jest dla intelektu jak joga dla ducha i ciała. Rozwiązywanie problemów matematycznych daje ogromną przestrzeń na kreatywność. Błędem szkoły jest wymuszanie jednego schematu. Ja uczę swoich uczniów, by korzystali z dowolnych ścieżek, byle doprowadziły ich do celu. Moim największym sukcesem nie są wybitni olimpijczycy, ale np. dziewczyna z dyskalkulią, która dzięki naszej pracy zdała maturę i mogła pójść dalej swoją artystyczną drogą.

Twoja twórczość artystyczna również ma swoją nazwę – emonimalizm. Co się za nią kryje?

To połączenie emocji i minimalizmu – emocjonalny minimalizm. Moje prace powstawały głównie w trudnych okresach życia. Rysowanie i pisanie pozwalało mi „wypchnąć” emocje z siebie, nazwać je i uwolnić głowę. W moich grafikach skupiam się na esencji, odrzucając zbędne detale, co nadaje im niemal logotypowy charakter.

Pracujesz nad książką, która łączy te grafiki z tekstem. Jaka to historia?

Projekt, nad którym zacząłem pracować około 2005 roku, nosi roboczy tytuł „Miłość uskrzydla”. To opowieść o dwóch splecionych losach, przedstawiona na czarnym i białym tle, co ma przypominać strukturę DNA. Teksty i grafiki przeplatają się, tworząc wspólną historię, którą można śledzić również na moim blogu „Emonimalista”.

Przemysław Szczygieł: Twoja historia pokazuje, że nawet gdy pamięć zawodzi, pasja i chęć zrozumienia świata pozostają. Czego najbardziej potrzebujesz na tym etapie swojej drogi?

Maciej Korżel: Najtrudniejsza była dla mnie akceptacja faktu, że jako osoba z natury niezależna i samodzielna, muszę niekiedy prosić o wsparcie. Przez lata kierowałem się potrzebą radzenia sobie ze wszystkim samemu, ale kryzys zweryfikował to podejście. Dziś wiem, że nie poradziłbym sobie bez pomocy ludzi mi bliskich, przyjaciół oraz profesjonalnych instytucji, do których w końcu zdecydowałem się zapukać. To wsparcie jest dla mnie po prostu kosmiczne i przepotężne. Choć podjęcie tego kroku było cholernie trudne, to właśnie dzięki niemu udaje mi się wychodzić na prostą. Samemu nie dałbym rady.

Przemysław Szczygieł: Dziękuję za rozmowę.

Maciej Korżel: Dzięki.