„Szon patrol” – kiedy przemoc przebiera się za żart
W polskich miastach, od Warszawy po Rybnik, pojawiło się zjawisko, które z pozoru wygląda jak młodzieżowy żart. Grupy nastolatków, często ubranych w charakterystyczne kamizelki, nagrywają dziewczynki w przestrzeni publicznej, komentując ich wygląd i zachowanie w sposób pogardliwy, a następnie publikują te nagrania w Internecie. Zjawisko nazwane „szon patrolem” rozprzestrzenia się błyskawicznie. I nie — to nie jest niewinny trend. To nowa forma przemocy, która działa szybko, brutalnie i często poza zasięgiem dorosłych.
Nagrywanie bez zgody. Wyśmiewanie. Publiczne zawstydzanie. Publikowanie wizerunku z obraźliwymi komentarzami. To nie są wybryki. To świadome działania, które mają na celu upokorzenie drugiego człowieka. I choć sprawcami są często dzieci, skutki dla ofiar są dramatyczne. Rzeczniczka Praw Dziecka, organizacje takie jak KidsAlert czy Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, a także policja w kilku miastach potwierdziły już zgłoszenia i rozpoczęły działania. Ale zanim instytucje zareagują, nagranie już krąży w sieci. Komentarze już się pojawiły. Wstyd już się rozlał.
Dramatyczne skutki „niewinnych” nagrań
Z pozoru śmieszne nagrania mogą mieć głęboko traumatyczne skutki dla osób, które stają się ich ofiarami. Psycholodzy alarmują, że dzieci i młodzież narażone na publiczne zawstydzenie i cyberprzemoc doświadczają spadku poczucia własnej wartości, zmagają się z lękiem społecznym i izolacją, mają objawy depresji, bezsenności, zaburzeń odżywiania, a w skrajnych przypadkach — podejmują próby samobójcze.
W jednym z udokumentowanych przypadków dziewczynka nagrana przez „szon patrol” trafiła pod opiekę psychiatryczną po próbie odebrania sobie życia. To nie są jednostkowe dramaty — to systemowe zaniedbanie w ochronie zdrowia psychicznego młodych ludzi.
Ta przemoc nie zostawia siniaków, ale zostawia blizny na psychice. Blizny, które nie znikają po tygodniu. Które nie goją się same. Które mogą kształtować całe dorosłe życie.
Dla nastolatków grupa rówieśnicza to lustro, w którym szukają potwierdzenia swojej wartości. Udział w „szon patrolu” często nie wynika z agresji, lecz z potrzeby przynależności, uznania, bycia „kimś” w oczach innych. Presja rówieśnicza może być silniejsza niż głos rozsądku, szczególnie w wieku, gdy tożsamość dopiero się kształtuje. Z drugiej strony, ofiary tej przemocy, najczęściej dziewczynki, doświadczają wykluczenia społecznego, stygmatyzacji i lęku przed rówieśnikami. W efekcie wycofują się z kontaktów, unikają szkoły, zamykają się w sobie. A to może prowadzić do długotrwałych zaburzeń emocjonalnych i społecznych.
Relacje rówieśnicze mogą być źródłem wsparcia, ale też narzędziem brutalnej hierarchizacji, jeśli nie nauczymy dzieci, że szacunek nie zależy od wyglądu, ubioru czy „popularności”.
Algorytmy, które karmią się agresją
„Szon patrol” nie rozwinąłby się bez TikToka, Instagrama i innych platform, które nagrodziły ten trend zasięgiem, lajkami i viralem.
Mechanizmy mediów społecznościowych sprzyjają rozprzestrzenianiu treści, które są kontrowersyjne, wyśmiewające, emocjonalne — bo to właśnie one generują kliknięcia. Dla młodych osób, które dorastają w świecie cyfrowym, popularność w sieci często staje się ważniejsza niż realne relacje. A jeśli nagranie z wyśmiewania koleżanki przynosi tysiące wyświetleń — to staje się „sukcesem”, nie przemocą.
Potrzebujemy systemowej edukacji medialnej, która nauczy młodych ludzi, że Internet nie jest strefą bezkarności, a każdy klik ma konsekwencje dla nich i dla innych.
Dom jako pierwsza linia obrony
Rodzina to pierwsze środowisko, w którym młody człowiek nasiąka wartościami. Jeśli w domu brakuje rozmowy, empatii, szacunku, dziecko szuka wzorców gdzie indziej. A Internet, niestety, często oferuje schematy oparte na dominacji, wyśmiewaniu i rywalizacji. To właśnie w rodzinie powinno się mówić o granicach, o godności, o tym, że człowieka nie ocenia się po wyglądzie, a siła nie polega na poniżaniu innych. Rodzice nie muszą znać wszystkich trendów z TikToka, ale muszą wiedzieć, co ich dziecko czuje, czego szuka, z kim się porównuje. Bo jeśli nie rozmawiamy z dziećmi, to rozmawia z nimi algorytm.
Rodzina nie jest gwarancją ochrony, ale może być najsilniejszą tarczą przed przemocą. I najważniejszym miejscem, gdzie uczymy się, że człowiek to nie obiekt do oceny, tylko istota zasługująca na szacunek.
Prawo w starciu z cyfrowym linczem
RODO, Kodeks karny, ustawa o ochronie danych osobowych — wszystkie te akty prawne chronią wizerunek i godność osób, zwłaszcza nieletnich. W 2025 roku UODO zapowiedział kontrole dotyczące przetwarzania danych dzieci. A jednak zjawisko „szon patrolu” rozprzestrzenia się. Dlaczego? Bo świadomość społeczna jest zbyt niska. Bo instytucje reagują z opóźnieniem. Bo platformy społecznościowe nie zawsze działają skutecznie. Bo dorośli często nie wiedzą, co dzieje się w telefonach ich dzieci.
To nie znaczy, że prawo jest martwe. To znaczy, że musimy je wspierać społeczną czujnością, edukacją i natychmiastową reakcją. Bo paragrafy to jedno, ale ich skuteczność zależy od tego, czy jako społeczeństwo potrafimy powiedzieć: „To nie jest w porządku. I nie będziemy tego tolerować”.
Hejt to nie opinia, to przestępstwo
Wśród komentarzy pojawiają się też skrajnie wulgarne, pełne nienawiści wpisy, które obrażają kobiety, młodzież, osoby publiczne. To nie jest wyrażanie opinii. To mowa nienawiści, która zgodnie z nowelizacją Kodeksu karnego może skutkować karą do dwóch lat pozbawienia wolności.
Nie ma znaczenia, czy ktoś nazywa to „językiem polskim” czy „poglądem politycznym”. Obrażanie, szydzenie i pogarda nie są chronione przez wolność słowa. To nie jest debata. To jest przemoc słowna. I nie ma na nią zgody.
Lekcja empatii
Dzieci nie rodzą się z potrzebą krzywdzenia. One się tego uczą w domu, w szkole, w Internecie. Jeśli nie zatrzymamy tej przemocy teraz, wychowamy pokolenie, które uzna ją za normę. To nie „poprzewracało się w głowach kobiet”. To nie „gluty od ziemi chcą szerzyć porządek”. To nie „biedroniary po lewym jaju”. To dzieci, które nie dostały narzędzi do empatii, tylko do oceny i dominacji. To społeczeństwo, które nie zareagowało na czas. To dorośli, którzy nie nauczyli, że godność drugiego człowieka jest nienaruszalna.
Ten tekst nie ma na celu promowania zjawiska. Ma na celu nagłośnienie problemu, który już się dzieje. Społeczna obojętność to przyzwolenie. A milczenie sprawia, że ofiary czują się jeszcze bardziej samotne.
Godność nie zależy od wieku, płci, ubioru ani lajków. Godność jest wartością, którą musimy chronić — głośno.
Dorota Jankowiak-Dąbrowska – pedagog specjalizująca się w resocjalizacji, socjoterapii i terapii pedagogicznej. Absolwentka WSAiB w zakresie marketingu. Twórczyni i realizatorka warsztatów edukacyjnych i profilaktycznych dla dzieci i młodzieży, „Jak nie schrzanić sobie życia wchodząc w konflikt z prawem”. Pracuje z wykorzystaniem metod teatralnych, dramy stosowanej i Teatru Forum. Dyrektor Marketingu Fundacji Pozytywni, zaangażowana w organizację konferencji, kongresów i szkoleń. Zaraża miłością do teatru, dzieli się pozytywnym nastawieniem do człowieka. Kocha przyrodę, las i morze.
Tekst pochodzi z 11. numeru rocznika „Otwarte Bramy”. Z pełną treścią czasopisma można zapoznać się tutaj – kliknij i sprawdź.


